Trzy miesiące czarnej ciszy. Dwa tysiące godzin pustki. A teraz? Słaby błysk.
W Iranie jest wtorek i globalny internet ledwo odradza się. Nie całkiem. Nie tak jak wcześniej. Wystarczająco, aby zasygnalizować, że żelazny uścisk rządu rozluźnił się o ułamek stopnia. Ogromnym pytaniem jest, czy to osłabienie się utrzyma.
Przez większą część 2026 r. ponad 90 milionów ludzi żyło w cyfrowej próżni. Początkowo protesty objęły łącze w styczniu. Następnie pod koniec lutego bomby amerykańskie i izraelskie odcięły pozostałe połączenia. Rząd dwukrotnie wyłączył wyłącznik. Teraz wydaje się, że urzędnicy zaczynają cofać pokrętło regulacji głośności.
„Obserwujemy pewien ruch z Iranu” – mówi Amir Rashidi, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa w Miaan Group. „Niektórzy dostawcy znów pracują…”
Jednak słowo „online” użyte jest tutaj z dużą rezerwą. Wygląda bardziej jak „offline, ale z błędami”. Sytuację monitorują badacze z Kentik, NetBlocks i Cloudflare. Dostęp stanowi blady cień tego, na co Teheran pozwolił pod koniec stycznia, i nie jest nawet zbliżony do poziomu podstawowej łączności, którą Irańczycy mieli w grudniu 2025 r. Połączenie jest słabe. To kruche. Może zniknąć już w środę.
Sieci komórkowe? Przeważnie martwy. Doug Madory, dyrektor ds. analityki internetowej w firmie Kentik, nie widzi w tym zakresie żadnych zmian. Sytuacja z liniami kablowymi opowiada inną, skromniejszą historię. Usługi światłowodowe świadczone przez Irańską spółkę telekomunikacyjną na obszarze Teheranu wykazują „największy wzrost”. Oznacza to, że część mieszkańców stolicy będzie mogła uzyskać dostęp do sieci. Reszta wciąż czeka.
Dla zwykłego obserwatora nie ma to sensu. Po co pozwalać komukolwiek na łączenie się podczas wojny? Po co ryzykować wyciek materiału wideo z konfliktu? A może od wewnątrz zaczną napływać wieści o zmarłych?
Zamknięcie nie było wypadkiem. To była strategia. Na początku stycznia reżim całkowicie zerwał stosunki, a żołnierze zabili tysiące demonstrantów domagających się pomocy gospodarczej. Kiedy w lutym wybuchła wojna z USA, ponownie odcięli Internet. Całkowita izolacja. Zero kontaktu z rodzinami. Zniszczona lokalna gospodarka. Tylko wojna i cisza.
Ponowne połączenie następuje w czasie, gdy amerykańscy negocjatorzy nadal mają do czynienia z irańskimi twardogłowymi. Czas ma znaczenie. Albo nie.
Iran spędził dziesięć lat budując klatkę. Chcieli kontrolować treść, cenzurować sprzeciw i zbudować ogólnokrajowy intranet, który zastąpi sieć WWW. Własne wyszukiwarki. Posłańcy pod obserwacją. Automaty telefoniczne agregatora są pod całkowitym nadzorem. Ale technologia nie była w stanie sprostać ambicjom. Zamiast chirurgicznej precyzji zyskali brutalną siłę. Przetnij kabel. Gotowy.
Obecny nakaz zamknięcia został wydany przez Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego, gdy rozpoczęła się wojna. Grupa prezydenta Masouda Pezeshkiany, Specjalna Kwatera Główna ds. Cyberprzestrzeni, próbowała ją obalić. W poniedziałek wydali rozkaz przywrócenia łączności online. Wysoki Trybunał zaskarżył tę decyzję. Walka o władzę toczy się w serwerowniach.
Rashidi wskazuje na upokorzenie. Rzucanie wyzwania prezydentowi przed sądem jest rzadkością w irańskiej kulturze politycznej. To sygnał niestabilności.
„Zaskarżenie dekretu prezydenta w sądzie… było dla Pezeszkiany w pewnym stopniu upokorzeniem” – mówi. „Musimy więc poczekać, aby zobaczyć, jak rozwinie się ta walka o władzę”.
Kto wygra? Sąd? Prezydent? A może internet po prostu ponownie umrze, ponieważ serwery zostaną przeciążone przez głodnych użytkowników próbujących sprawdzić swoją pocztę e-mail?
Za 24 godziny będziemy wiedzieć, czy Minister Łączności sobie z tym poradzi. A może nie. Może ten błysk jest po prostu sposobem, w jaki system oddycha, zanim ponownie wstrzymuje oddech.
Tutaj czekanie wydaje się codziennością.
